Drżąc i pałając

Drukuj

Dzień dobry! Witajcie przyjaciele i wrogowie!

„Polityka” zaszczyciła mnie propozycją prowadzenia bloga. Widać, jestem wciąż atrakcyjny i w mniemaniu zacnego tygodnika zdolny sprostać wyzwaniom nowoczesnej komunikacji. Mam już roczne doświadczenie na FB i Twitterze, więc kto wie, może dam radę. Będę Was emablował swoimi pięknymi myślami, popisywał się inteligencją, uchylał rąbków swych tajemnic – słowem popisywał się owszem pro publico bono, acz głównie dla przyjemności (na pewno nie dla zysku!). Fanów i sceptyków serdecznie zapraszam do komentowania, a szlachetnych troli i hejterów uprzejmie informuję, że wszystkie rytualne napiętnowania, w rodzaju „nieprzejednany wróg Kościoła”, „żyd, mason i komunista”, „propagator eutanazji i aborcji” są jak najbardziej akceptowane, jeśli tylko ograniczą się do mojej wysoce obojętnej i nieistotnej osoby. Jeśli jednak wpadnie mi w oko plama błota rzucona na jakąś bardziej ode mnie uszanowania godną postać, to pozwolę sobie taki komentarz usunąć.

Dziś spędziłem pół dnia w Ministerstwie Nauki, pochylając się z troską nad uczynkami kolegów, którzy pobłądzili na ścieżkach prawdy, dopuszczając się uchybień w stosunku do dobrych praktyk akademickich, a nawet prawa karnego. Drugie pół spędziłem w pociągu. W pociągu Kraków-Warszawa i na odwrót prawie już mieszkam i bardzo zżyłem się z innymi jego mieszkańcami. Jesteśmy zżyci ze sobą tak bardzo, że idąc do Warsu musimy uważać, aby nie spoglądać przez przeszklone drzwi przedziałów, bo, oj, może się napatoczyć znajomy i wtedy nici z czytania, pisania i leniuchowania.

Wróciwszy obejrzałem kolejny odcinek serialu z Panią Minister Muchą, którą kiedyś poznałem tak strasznie blisko, jako to tylko się da, bo spożywaliśmy obiad na sąsiednich krzesłach. Jest wyższa ode mnie i by tak rzec zapierająca, więc przeżycie było w typie męskiej porażki. Jednakże mężczyzna, co już raz zjadł w towarzystwie damy, będzie jej do końca swych dni bronił. A więc moja opinia jest rycerska: Tusk znęca się nad Muchą, każąc jej być ministrem sportu, choć wie, że nie może i nie musi móc czemuś podobnemu podołać. Znęca się, bo cierpi po Drzewieckim i chce nam powiedzieć, że Miro nie był taki zły i powinniśmy za nim zatęsknić. Ponadto skoro zdecydował się, bądź uznał, że musi rzucić rząd na pożarcie partii, by opłacić schetynobójstwo wysoce ekstrawaganckim rozdaniem stolców, to przecież w nadziei, że mu się baronowie-ministrowie w pół roku wyłożą i będzie ich mógł wymienić, jak zużyte zderzaki. A więc szykują się posady! Osobiście polecam się do MEN (chodziłem kiedyś do szkoły!), MZ (jestem zdrowy!) albo MŚ (lubię góry, lasy i wczasy). Nasz Pan Premier wie, co robi i wszystko ma już z góry umyślone. To mówiłem ja, JH.

Czytaj również