SLD i Palikot w jednym stali domku

Drukuj

Właśnie zostałem wiceprzewodniczącym Rady Polityczno-Programowej SLD, czyli „człowiekiem Oleksego”, w towarzystwie Czarzastego i Łybackiej. Jakoś im nie przeszkadza widocznie, że jestem również w „Planie zmian”, czyli w zespole doradczym Palikota. O co tu chodzi? Czyżby te dwie partie nie rywalizowały ze sobą? Jak można pracować dla dwóch konkurencyjnych firm? Nie jestem członkiem ani SLD, ani Ruchu Palikota. Pewnie właśnie dlatego mogę działać „na dwa fronty”. Ale dlaczego akurat ja? Sprawa jest banalna – obu stronom mniej więcej podoba się to, co mówię w telewizji, a poza tym jestem profesorem, i to raczej młodym. W dodatku jestem amatorem, który w polityce może i chce być, ale niekoniecznie musi, a w każdym razie nikomu nie zagraża. Faktycznie, dla mnie udział w polityce to wyłącznie rozmowy o polityce z politykami, a więc nieszkodliwa sielanka. Siedzisz na zebraniu albo przy kawie i robisz to samo, co z kolegami, czyli komentujesz sytuację i mówisz, co można by twoim zdaniem zrobić. Tyle że słuchają cię ludzie, którzy ewentualnie mogą mieć na coś wpływ. To duża frajda, choć mam nadzieję, że w przyszłości będę miał szansę wyżywać się retorycznie i intelektualnie w większych gronach, na przykład na sali obraz parlamentu. Ale jak nie, to nie.

Jakoś mnie chcą na lewicy, a przecież niezmiennie deklaruję się jako liberał. Oznacza to między innymi, że miłości do wysokich podatków i państwowego przemysłu nie wskrzesi we mnie nawet najurodziwsza działaczka lewicy (co nie znaczy, że nie wkurzają mnie bankierzy-spekulanci i wielkie korporacje niszczące przyrodę), niemniej jednak moje polityczne zainteresowania doskonale pasują do aspiracji i SLD, i Ruchu Palikota: umocnienie demokracji, budowanie kultury konstytucyjnej, równość, walka z dyskryminacją, prawa człowieka, prawa zwierząt, świeckość państwa, współpraca europejska. Trzymając się tych tematów, mam szansę nie popaść w konflikt sumienia, pozostając w rozkroku między SLD i Palikotem. Szkoda tylko, że w polityce nie działa zasada „pokorne ciele dwie matki ssie” a taki laufer międzypartyjny nigdzie nie jest „swój”. Cóż, wóz albo przewóz – outsider albo insider.

Tyle o mojej sytuacji osobistej jako polityka in spe. Teraz słowo o dwóch partiach uważających się za lewicowe. Obie są w dziwnym i kłopotliwym położeniu. Obie bowiem są „źle urodzone” i z tego powodu mało wiarygodne dla tej części społeczeństwa, która chce głosować na lewicę. SLD wywodzi się z PRL i ma dużo zobowiązań wobec tych kilku milionów ludzi, którzy dobrze się czuli za komuny. Dla młodzieży lewicowej to mimo wszystko obcy świat. Ruch Palikota zrodził się zaś z połączenia „przedsiębiorczego proletariatu”, czyli robiących na swoim i wkurzonych bałaganem, hipokryzją i klerykalizmem, właścicieli małych firm, z grupą działaczy wcześniej związanych z SLD. I znowu – dla lewicowej młodzieży, a więc „przyszłości Polski” to nie ta bajka. Młodzież postępowa nie ma w Polsce partii marzeń. Dlatego w znacznej części głosuje jednak na PO. I to właśnie w wyborcach lewego skrzydła PO SLD i Ruch Palikota mają rezerwy. Moim zdaniem niewiele uszarpią, gdy każdy będzie szarpać w swoją stronę. Rywalizacja SLD i Palikota nie może być nawalanką, bo ta szkodzi wizerunkowi obu ugrupowań, lecz musi polegać na ściganiu się na propozycje i pracowitość, i to ze stałą gotowością do konstruktywnej współpracy. Nie wyklucza to zresztą pewnego podziału tematów – takie na przykład prawa pracownicze bardziej pasują do SLD, a rozdział kościoła od państwa – do Palikota. Poza tym SLD ma struktury, a Palikot nawet nie założył jeszcze partii. Jego przewaga w liczbie posłów nie stanowi zbyt pewnego kapitału. Konstruktywna współpraca z SLD jest mu niezbędna, a dla SLD – przydatna. A o utratę tożsamości nie ma co się martwić, bo różnic w poglądach na różne sprawy między oboma ugrupowaniami nigdy nie zabraknie. Tak w ogóle to mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości wyobraźnia polityczna Polaków ulegnie normalizacji, to znaczy zafunkcjonuje typologia postaw politycznych, mniej więcej pokrywająca się z podziałem na partie polityczne. I tak będzie skrajna prawica nacjonalistyczna (PiS), prawica chadecka (PO), partia interesów wsi (PSL), socjaldemokracja (SLD) oraz partia socjal-liberalna (Palikot). I bardzo dobrze.

Czytaj również
  • Edmund Kaleciński

    Ten kierunek myślenia mnie się podoba Panie Profesorze. Tylko czy znajdą się do tego ludzie…?